Z Nowego Jorku do Sosnowca.

5 Lip

Jak pomyślę o tym jak szalone były moje ostatnie dni w USA, to dostaję zawrotu głowy. Zastanawiałam się nad ostatnimi zakupami, prezentami i jak zmieścić się do dwóch walizek. Mój host (ojciec dzieci u których mieszkałam) jak mnie zobaczył siedzącą na podłodze zagrzebaną w rzeczach chwycił się za głowę i powiedział „Katie, koniec z wysyłaniem paczek do Polski! Masz tu 100$ i bierz nadbagaż”. Nie wiem czy wam wcześniej mówiłam, ale będąc w Stanach znalazłam polski sklep i firmę kurierską, dzięki, której 4 dwudziestokilogramowe paczki popłynęły do domu (a jak widać i tak się nie zmieściłam). Dla ludzi w potrzebie zamieszczam link http://polonezparcelservice.com/pl/index Tanio i nigdy nic mi nie zginęło!
Moja rodzinka zabrała mnie na pożegnalny obiad do restauracji, którą miałam sama wybrać. Z powodu pracy nie mogli mnie zabrać na lotnisko, ale za to dostałam od nich platynową kartę American Express, która umożliwiała mi pobyt w sali dla Vip’ów American Airlines na lotnisku Kennedy’ego w Nowym Jorku. Lato w pełni więc załączam zdjęcia mrożonego jogurtu za którym można zatęsknić i letniego relaksu w Central Parku.

Co do Sosnowca to… oto zdjęcie pewnego samochodu, obok którego niedawno przechodziłam. Porachunki mafijne?:)
Zaczęłam pracę dla firmy Cultural Care Au Pair, z którą wyjechałam do USA. Wiele osób w trakcie mojego pobytu w Stanach pytało o szczegóły wyjazdu, koszty, jak wyglądały moje obowiązki, studia. Jeśli kogoś interesuje podobne doświadczenie to chętnie spotkam się osobiście, lub zapraszam na moje spotkania informacyjne do Katowic 12.07, 26.07., 09.08, 23.08, 30.08. Więcej info na http://www.culturalcare.pl/ Pospieszcie się, bo czasem tak tęsknie za Stanami, że chętnie sama bym się znowu wysłała:) Pozdrawiam!

Ciekawostki i lekcja robienia s’moresa.

21 Lip

Wiecie skąd wzięła się nazwa waszego ulubionego pluszaka z dzieciństwa TEDDY BEARA? Oczywiście z Ameryki. A dokładniej od jej 26 prezydenta Theodora Roosevelta, który pewnego dnia udał się na polowanie ale odmówił zastrzelenia pewnego niedźwiadka, który po czasie został nazwany zdrobnieniem jego imienia.

Nie wiem czy wspominałam wam jak świetnie tutaj funkcjonują biblioteki! Zapisując się do biblioteki w swoim mieście ma się dostęp do książek z całego okręgu (powiedzmy z 10 innych miast). Wszystkie książki są w bazie internetowej i wystarczy zamówić książkę i zostanie ona dostarczona do mojej biblioteki, żebym ja nie musiała nigdzie jeździć. Wtedy też dostaję maila, lub powiadomienie telefoniczne, że czeka na mnie książka do odbioru. Można też przedłużać książki przez Internet.

Dzisiaj demonstracja jak zrobić szybki i typowo amerykański deser, który zapoczątkowali skauci piekąc marshmallows’y nad ogniskiem. Przed państwem S’mores (nazwa pochodzi od kombinacji słów „some more” bo podobno po spróbowaniu, chce się więcej i więcej). Czyli maślane krakersy, przekładane upieczonymi marshmallowsami i czekoladą. Jeśli, ktoś spróbuje zrobić to koniecznie dajcie znać czy smakowało:) Pozdrawiam!

DSCN3379 Collage 2

Kilka słów prawdy i weekend nad jeziorem.

18 Lip

1.Dziewczyny! Jeśli wyobrażacie sobie USA jako kraj gdzie młodzi i przystojni panowie jeżdżą kabrioletami to możecie się rozczarować. Przeciętny wiek właściciela takiego samochodu to 50 +.
2.Wiem już czemu ludzie tutaj nie palą. Paczka papierosów kosztuje ok. 10 $. Także Polscy palacze nie mają się jeszcze najgorzej.
3.Inne ceny na metkach inne przy kasie, bo dopiero wtedy doliczają podatek.
4.Amerykanie mają świra na punkcie robaków. Otwarte pudełko makaronu musi być w specjalnym zamykanym opakowaniu (zip lock). Jakiekolwiek jedzenie poza tym, że jest w lodówce zawsze musi być w szczelnym pudełku, które broń boże nie może być uchylone, bo będzie afera, albo.. robak!
5.Ameryka to kraj gdzie ludzie uwielbiają połączenie smaku słonego i słodkiego. Ich przysmaki to paluszkowe precle w czekoladzie, lody lub kawałki karmelu posypane solą morską, popcorn w czekoladzie.
6.Zauważyłam, że stan Nowy Jork tak jak Polska można podzielić na A i B. Bogactwo dookoła Nowego Jorku a w górę miasta z podupadłymi fabrykami gdzie wielu ludzi jest na zasiłku.
7.Klimatyzacja wszem i wobec. Obecnie mamy falę upałów i temperatura waha się między 30-38 st. Także dom, auto i jakikolwiek sklep są idealnym schronieniem.

Na 4 lipca wybraliśmy się z rodzina do ich domu nad jeziorem znajdującego się 3h up state New York. Tutejsi bogaci ludzie dzielą się na takich, którzy mają letnie domu w Hamptons (gdzie wylegują się na prywatnych piaszczystych plażach nad oceanem) i takich którzy mają domy w lasach, nad jeziorami w Adirondaks. Muszę powiedzieć, że byłam zachwycona oglądaniem fajerwerków będąc na łodzi na środku jeziora. Wszystkie ich kolory mieniły się w jego tafli. Czwarty lipca to przede wszystkim imprezy barbecue ze znajomymi. Tak z ciekawostek to węgiel koło amerykańskich grilli nawet nie stał. Są na gaz. I tak, Amerykanie grillują hamburgery i parówki hot dogowe.

Moje ostatnie dni spędzam na dokupowaniu ostatnich rzeczy, przygotowywaniu pokoju dla nowej Au pair i pożegnaniach z moimi koleżankami, które wyjeżdżają w podobnym czasie. Na zdjęciach typowa amerykańska „diner”, trochę domu nad jeziorem, pomarańczowe frytki (wbrew pozorom nie są farbowane). Są ze słodkich ziemniaków.

P.S.- Ostatnio prawie przejechałabym… ŻÓŁWIA! Tak, średniej wielkości żółw przechodził sobie jakby nigdy nic środkiem bardzo ruchliwej ulicy.

Another day in „paradise”. Czyli weekend w Nowym Jorku.

1 Lip

Dawno nie wiedziałam takich tłumów. Sezon turystyczny w Nowym Jorku oficjalnie czas zacząć. Na Times Square trzeba rozpychać się łokciami, żeby móc przejść na drugą stronę ulicy. A teraz powiem wam co nieco o obecnym zapachu miasta. Wyobraźcie sobie zapach prażonych orzeszków, dymu z metra unoszącego się spod waszych stóp i orientalnych przypraw z wszędzie obecnych budek z jedzeniem. Zmiksujcie to razem i macie receptę na dość „dobry” smród.

Dzień zaczął się ciekawie. W pociągu naprzeciwko mnie siedział ktoś z trudną do sprecyzowania płcią. Wszędzie dziwnie ubrani, lub właściwie rozebrani ludzie. Coś zaczęło mi świtać w głowie. Rozjaśnili mi to moi nowi znajomi z pociągu w drodze powrotnej do domu. Wczoraj w Nowym Jorku odbywała się parada gejów i lesbijek. Domagali się zmian w prawie federalnym jeśli chodzi o małżeństwa osób tej samej płci.

Wybrałyśmy się z Noorą na Brooklyn. Podróż metrem pod powierzchnią wody nie jest dla mnie! Nieprzyjemnie zatyka uszy. Ale do rzeczy, poszłyśmy na targowisko w Williamsburgu, gdzie znaleźć można wiele skarbów. Ludzie sprzedają antyki, rękodzieło i ubrania nowe i używane. Poza tym na ścianie budynku obok zauważyłam reklamę polskiego baru BIBA. Później moja przyjaciółka z Finlandii poprosiła mnie, żebym zabrała ją do polskiej dzielnicy na obiad. Jako, że jest wegetarianką to miała dość ograniczoną liczbę dań która mogła zamówić ale zachwycała się pierogami i plackami.

Jutro jadę na kilka dni z rodziną do ich domu nad jeziorem w Adirondacks. Tam będziemy świętować 4 lipca, spędzać czas na łodzi i skuterach wodnych i mam nadzieję nie zostaniemy zjedzeni żywcem przez komary. Relacja z tego wydarzenia pojawi się po moim powrocie.

A tymczasem zamieszczam zdjęcia nowojorsko-francuskich makaroników, taxówkowych ciastek, gadżetów z serialu Gra o Tron, które można kupić w sklepie HBO, BIBY i stoiska z antykami z Williamsburgu.

„Katie’s leaving.” czyli ktoś w końcu powiedział to głośno.

23 Czer

Rok w Stanach był rokiem pozytywnych i negatywnych doświadczeń. W Polsce ten kraj przedstawiany jest niemal jak raj. Musicie wiedzieć, że za każdym razem jak jestem w Nowym Jorku to widzę ludzi żebrających na Grand Central czy grajków ulicznych. W dużych sklepach spożywczych osoby po 70tce pakują zakupy. Ostatnio rozmawiałam z babcia dzieci, którymi się opiekuje i zapytałam czemu tak jest, czy ludzie są w stanie przeżyć na emeryturze. Powiedziała mi, że z samej emerytury ciężko byłoby wyżyć, wiec właściwie trzeba oszczędzać całe życie, żeby wieść w miarę wygodne życie w podeszłym wieku.

Ostatnio zastanawiałam się co mi dał i jak zmienił mnie ten wyjazd i summa summarum było warto. Więc myślę, że powoli na tym blogu zacznie się czas podsumowań.

1. Przyjechałam tutaj już z konkretna wiedzą językowa, ale moje słownictwo, akcent i płynność wyrażania się zdecydowanie się poprawiły. Nikt w szkole nie uczył mnie jak radzić sobie w razie kłopotów z ubezpieczycielem i nieustającymi rachunkami za jakże drogocenne 3 godziny pod kroplówką w szpitalu. Tak wam powiem, że gdybym nie miała ubezpieczeni to za swoją hospitalizację zapłaciłabym ok. 3000$.

2. Dziwne, ale to właśnie z kraju, który postrzegany jest w Europie jako opływający tłuszczem i wyścielony hamburgerami i frytkami nauczyłam się wiele o zdrowym trybie życia i prawidłowym odżywianiu. Aaa i Amerykanie wszędzie widzą potencjalnie śmiertelne bakterie więc w mojej torebce od roku nieustannie znajduje się antybakteryjny żel do rąk.

3. Jeżeli chodzi o samych Amerykanów to powiem wam, że oni ciągle myślą, ze istnieje Czecho-Słowacja. Żeby was nie okłamać, chyba z 10 osób powiedziało mi, że ma rodzinę w Czecho-Słowacji (moja mina wtedy wyrażała więcej niż tysiąc słów). Ale przechodząc do pozytywów, bardzo ważnym w wychowywaniu dzieci jest uczenie ich, żeby byli mili dla innych. Dlatego też 90% społeczeństwa uśmiech się mijając nieznajomych na ulicy, krótko z nimi przegada i ZAWSZE udzieli pomocy nawet jak niekoniecznie się o nią prosi.

4. Jeżeli chodzi o mnie to uświadomiłam sobie, że bardziej żałuje się rzeczy, których się nie zrobiło. Że choćby nie wiem jak było pod górę nie można odpuszczać i żeby nie brać życia zbyt poważnie. Amerykańskie motto i fraza powtarzana dziennie to „I don’t care.” I widzę to każdego dnia, że oni naprawdę się nie przejmują, no chyba, że w grę wchodzą pieniądze.

Ostatnio wielkim zainteresowaniem cieszyły się amerykańskie przysmaki to dzisiaj dodaję dwa desery. Ciasteczko Oreo w czekoladzie (generalnie wszystko się tutaj robi z oreo, lody ciasta, fudge, pralinki) a drugi to bread pudding.

Beata wyjeżdża i będę tęsknić!

Amerykańskie sieroty, lato i przysmaki!

9 Czer

Ostatnimi czasy moja aktywność na tym blogu zmalała z kilku powodów. Pierwszy to taki, że wracam 12 sierpnia do domu i pakując pudło za pudłem tam też jestem myślami. A drugi powód jest taki, że staram się jak najlepiej wykorzystać moje ostatnie weekendy i zwyczajnie nie ma mnie w domu.

Tak z codziennego życia to zdałam sobie sprawę, że dzieciaki, którymi się zajmuję są jak sieroty, bo ostatnimi czasy mamy nie mają wcale. Kariera. To do mnie pukają w nocy jak się boją burzy i chcą, żebym wzięła swoją poduszkę i została z nimi w pokoju aż się wszystko uspokoi, jak ich boli brzuch albo jak chłopczykowi się ubzdura, że pies leżący w jego nogach ma kleszcza a zegar wybija 2:00! Błagają mnie o opowiadanie im polskich legend przed snem, albo zrobienie polskich naleśników na śniadanie. A od dziewczynki codziennie słyszę nowe historię o jej pierwszych miłostkach.

A tak poza tym to dwa tygodnie temu wybrałam się na wycieczkę do Waszyngtonu i było rewelacyjne. Porównując wszystkie duże amerykańskie miasta zdecydowanie jest u mnie na pierwszym miejscu, ze względu na ilość parków, zieleni i układ miasta (np.fakt, że większość muzeów znajdowała się w jednym miejscu, niedaleko dworca). Co roku na Memorial Day (święto upamiętniające żołnierzy, którzy stracili życie w obronie kraju) do Waszyngtonu zjeżdżają dziesiątki tysięcy motocyklistów z całego kraju na paradę. Widziałam! Coś niesamowitego!

Zaczyna się lato, dzieci wkrótce kończą szkołę. Pewnie się zastanawiacie co się dzieje z dziećmi w wakacje. Otóż nie mają takich wakacji jakie my znamy. Codziennie średnio od 8 do 15 jeżdżą na tak zwane campy. Są to obozy związane z ich zainteresowaniami np. jeździecki, hockeya, szekspirowski. A w weekendy i na dwa ostatnie tygodnie wakacji rodzice zabierają ich do swojego letniego domu nad jeziorem, gdzie większość czasu spędzają na łodzi.

Dzisiaj dodaję zdjęcia amerykańskiego jedzenia. Macie dla porównania ociekającą tłuszczem pizze i zdrową warzywną na chrupiącym cieście, prawdziwego hamburgera z guacamole i coś co podbiło moje serce- smażone serca karczochów, które są specjałem kuchni włoskiej. A ze słodyczowych nowości, haribo w czekoladzie, mrożony jogurt i fudge, który jest amerykańska wersja krówki. Ale sprzedają je, krojąc na kawałki jak ciasto i oferują w milionach różnych smaków. Mniams!

Otyłość i rzeczy warte uwagi.

13 Maj

Powody otyłości Amerykanów:

  1. PORA DNIA.  Przeciętni Amerykanie unikają śniadaj a jedzą duży obiad po powrocie z pracy między  7 a 8.
  2. CZĘSTE JEDZENIE W RESTAURACJACH.  Amerykanie wychodzą na obiad do restauracji minimum dwa trzy razy w tygodniu. Piątek w wielu rodzinach jest dniem pizzy. Typowa „Nowojorska” pizza ma średnicę pół metra i jest tylko z sosem pomidorowym i serem. I niestety ocieka tłuszczem. Typowy sposób jedzenia jej to zabranie kawałka i złożenie go na połowę, jakby w łódkę tak żeby nie ściekał tłuszcz.
  3. SIEDZĄCY TRYB ŻYCIA. Cóż, jeśli nie jest się bogatą mama, która ma Au Pair i chodzi codziennie rano na siłownie kiedy ta zajmuje się jej dziećmi, to ¾ dnia się siedzi. Wszędzie jeździ się samochodami, jak już wspomniałam chodniki to rzadkość. Wszędzie jest daleko. A po pracy i ogromnej obiadokolacji siadanie na kanapie przed telewizorem.
  4. UŻYWANIE PÓŁPRODUKTÓW.  Półki sklepowe przepełnione są makaronami w puszkach, mrożonkami, ciastami w proszku. Wszystko, żeby zaoszczędzić czas na przygotowywaniu posiłków.

Coś co warto byłoby mieć w Polsce.

BOOK FAIR

1.      Przez około miesiąc biblioteka organizuje zbiórkę używanych książek, które potem bardzo tanio sprzedaje na specjalnej wyprzedaży. Ja np. kupiłam świetny słownik Amerykańskiego Angielskiego z płytą za 1$ ( u nas około 100zł)!

2.      MROŻONY JOGURT

Świetne miejsce, gdzie można samodzielnie zaprojektować lody. Wybiera się spośród 20 smaków, podchodzi do maszyn takich jak u nas do lodów włoskich i zapełnia się pucharek ulubionymi smakami. A potem najlepsza część-DODATKI! Owoce, pokruszone batoniki, kawałki ciast, posypki, polewy. Poza tym, że świetnie smakuje to także świetna zabawa.

3     FOOD TRUCK FESTIVAL, czyli w jednym miejscu zbierają się najlepze cięzarówki z jedzeniem.

Bardzo często się zdarza, że najlepsi amerykańscy właściciele restauracji zaczynają pracy w ciężarówce z jedzeniem. Jeżdżą ze swoim specjałem po całych Stanach a gdzie zawitają można śledzić na ich stronach internetowych. Raz na jakiś czas, tacy właśnie ludzi zbierają się w jednym miejscu przyciągając tłumy.